Macron Prezydentem: Nowa kampania, czas start

19 maja 2017 – VoxEurop

Po wygranej w wyścigu o fotel prezydenta, Emmanuel Macron pokonał pierwszą przeszkodę w walce o władzę. Ale musi jeszcze zdobyć większość parlamentarną, aby faktycznie zacząć rządzić. Stoi przed nie lada wyzwaniem. Czy wygra wybory do Zgromadzenia Narodowego 11 i 18 czerwca?

Niektórzy już twierdzą, że Francja nawróciła się na makronizm, który stanie się oficjalną doktryną władzy przez najbliższe pięć lat. Prawdą jest, że Francuzi lubią się chwalić jedynym w swoim rodzaju systemem półprezydenckim, w ramach którego prezydent Republiki dzierży większą władzę, niż jakakolwiek inna głowa państwa w UE (w innych krajach europejskich jest to funkcja symboliczna lub gwarantująca ciągłość państwa). Ale przyrostek „pół” (prezydencki) nie pojawia się przypadkiem: Emmanuel Macron będzie mógł rządzić tylko wtedy, gdy będzie dysponował większością w parlamencie po wyborach, które odbędą się 11 i 18 czerwca. W przeciwnym razie, jego prerogatywy ograniczą się do polityki zagranicznej i pozostawi on deputowanym wybór szefa rządu.

Gdyby we Francji obowiązywała, tak jak w Polsce, proporcjonalna ordynacja wyborcza, żadna partia nie dysponowałaby większością

Nie jest powiedziane, że Republika Naprzód (LREM) nowego prezydenta zdobędzie ponad połowę miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Tak naprawdę, gdyby wyniki w wyborach parlamentarnych pokryły się z tymi z prezydenckich i gdyby we Francji obowiązywała proporcjonalna ordynacja wyborcza, tak jak w Polsce (co obiecał zresztą ustępujący prezydent François Hollande w 2012 i do

pewnego stopnia jego poprzednik Nicolas Sarkozy), podział mandatów byłby

następujący:

Zarysowują się cztery wyraźne bloki. Według pierwszych sondaży opublikowanych po wyborze Macron, Republika Naprzód wydaje się na dobrej drodze, aby otrzymać najwięcej głosów. Ale wszystko będzie zależało od tego, czy nowy prezydent będzie w stanie zjednać sobie sprzymierzeńców. Póki co, w jego ruchu pojawiają się pierwsze zgrzyty. Centrysta François Bayrou (Modem), jedyny przewodniczący partii, który dołączył do Emmanuela Macron, już zdążył go skrytykować,

oskarżając o „prowadzenie pralni byłych członków Partii Socjalistycznej”

podczas prezentacji kandydatów do wyborów parlamentarnych, po czym wycofał

się ze swoich słów. Mianowania Edouarda Philippe’a (Republikanie, prawica) na

premiera może budzić nadzieje na wzniesienie się ponad podziały, ale grozi zarazem

Napięciami wewnątrz prezydenckiego ugrupowania.

Republikanom (LR) nowa gwiazda wschodząca francuskiej polityki „podkradła” już zwycięstwo w wyborach prezydenckich (które François Fillon kilka miesięcy temu miał jak w banku), wygryzła posła, który właśnie został premierem, ale na pewno nie dadzą oni za wygraną i będę chcieli rządzić w kohabitacji z prezydentem. Francuzi bardzo surowo oceniają pięcioletnią kadencję jego poprzednika François Hollande’a. Logicznym byłoby, aby w wyborach parlamentarnych poparli prawicę, jak to robili za każdym razem, gdy rządy lewicy kończyły się klęską. Obywatele nie wybrali François Fillona na prezydenta ze względu na liczne skandale, które podważały jego uczciwość, a nie na jego program. Przegrany kandydat wycofał się z życia politycznego, prawica ma więc szanse na nowe otwarcie. Jednak wyborcy być może nie chcą już tej „logiki”, która kształtowała francuską scenę polityczną przez ostatnie 40 lat. Domagają się odnowy klasy politycznej.

Trybun radykalnej lewicy, Jean-Luc Mélenchon (Niepokorna Francja, LFI), chce być ucieleśnieniem tej odnowy. Co prawda piastował już stanowisko ministra i nie jest nowicjuszem w polityce, ale przynajmniej stosuje rewolucyjne metody. Jego „hologramy”, które pozwalają mu się rozdwoić podczas wieców politycznych, edukacyjne gry komputerowe, kanał na Youtubie oraz platforma internetowa służąca zbiorowemu podejmowaniu decyzji politycznych przekonały doń młodych, którzy upatrują w nim polityka 4.0.

Jakie szanse ma Front Narodowy (FN)? Nie ulega wątpliwości, że powierzenie sterów rządu prawicowemu politykowi reaktywuje starą mantrę Marine Le Pen o „UMPS”, ukrytym sojuszu prawicy i lewicy. To słowotwórstwo jest zbitką UMP ( dawnej partii prawicowej, która przemianowała się na „Republikanów”) oraz PS (Partii Socjalistycznej, której Macron miałby być spadkobiercą).

PS przeistoczył się w dryfującą tratwę bez kapitana, która może w każdej chwili zatonąć. Jej prezydencki kandydat Benoît Hamon zapowiedział już, że założy własny ruch po wyborach parlamentarnych. Manuel Valls, który stanął z nim w szranki w prawyborach, opuścił pokład, ponieważ chce wspierać politykę nowego prezydenta. Nie ma jednak co przekreślać tej partii zawczasu. Ma ona ponad stuletnie tradycje i nawet François Fillon, którego trudno podejrzewać o konszachty z socjalistami, przewidywał w czasie kampanii, że PS, dobrze umocowany w terenie, zdobędzie więcej mandatów niż LREM.

Wszystko będzie zależało od sojuszy między turami

Wielokroć krytykowana większościowa ordynacja wyborcza (oparta na jednookręgowych mandatach wyborczych) ma jedną istotną zaletę: dzięki niej, na ogół, największa partia ma większość w parlamencie i może samodzielnie rządzić. Jednak wybory 2017 mogą być nie lada niespodzianką: miesiąc przed decyzją wyborców można naszkicować kilka równie prawdopodobnych scenariuszy. Wszystko ze względu na głosowanie w dwóch turach i niepewności dotyczące przyszłych sojuszy między partiami. Ordynacja większościowa z jedną turą (system obowiązujący w Wielkiej Brytanii) być może pozwoliłaby zdobyć ponad połowę mandatów partii jednego spośród czterech głównych kandydatów w wyborach prezydenckich. Ale druga tura zmienia zupełnie postać rzeczy i zakłada strategie mające na celu oszczędzanie dzisiejszych rywali, którzy jutro mogą się okazać sojusznikami. Należy więc postawić trzy pytania:

1.Czy front republikański przetrwa?

Front republikański to idea, wedle której wszystkie opcje polityczne powinny stanąć murem za kontrkandydatem Frontu Narodowego w drugiej turze. Jednak wśród Republikanów była ona zawsze przedmiotem tarć. Ponadto nie ma pewności, czy Niepokorna Francja będzie apelowała o głosowanie na republikańskiego kandydata lub poplecznika prezydenta w okręgu, w którym w drugiej turze przeciwnikiem będzie członek FN. Nie wiadomo też, czy LREM zdecyduje się na poparcie skrajnej lewicy przeciwko skrajnej prawicy.

Prawo wyborcze we Francji pozwala więcej niż dwóm kandydatom utrzymać się w drugiej turze, pod warunkiem, że zdobędą oni ponad 12,5% głosów. Może więc dojść do pojedynku między trzema (LFI-LREM-FN) lub nawet czterema (LFI-LREM-LR-FN) pretendentami. Wycofywanie się kandydatów na rzecz najsilniejszego przeciwnika Frontu Narodowego pozostawi partię Marine Le Pen bez szans na mandaty, ale nie da się wykluczyć licznych drugich tur z kilkoma kandydatami, na czym skorzystałaby skrajna prawica.

2.Czy PS opowie się za LREM czy za LFI?

Dobra wiadomość dla Partii Socjalistycznej! Osiągnęła dno, a od dna można się tylko odbić. Nie da się przewidzieć jej wyniku, ale na pewno jest skazana na lepszy rezultat niż w wyborach prezydenckich. Ale czy centrolewicowa partia wesprze ugrupowanie centrowe (LREM) czy skrajnie lewicowe (LFI), którymi (jednym i drugim) kierują liderzy wywodzący się z jej szeregów? Paradoksalnie jej osłabienie powoduje, że jest języczkiem u wagi. Politycy wszystkich opcji będą się zalecać do kandydatów PS między 12 a 19 czerwca.

3.Co się stanie w przypadku nietypowych konfrontacji?

Zaledwie rok przed wyborami nikt nie przewidywał, że kandydaci obu partii głównego nurtu odpadną już w pierwszej turze. Teraz nic nas już nie zaskoczy. Nie da się wykluczyć pojedynków FN-LFI-PS-LREM czy FN-LR. W takich przypadkach decyzje będą podejmowane w ostatniej chwili.

Jedno jest pewne: nie da się przewidzieć wyniku głosowania. Czynników do wzięcia pod uwagę jest tak wiele, że nikt – poza jasnowidzem – nie może twierdzić, iż wie, jaka przyszłość czeka Francję. Dlatego, po latach marazmu, jej życie polityczne znów staje się pasjonujące.

Factual or translation error? Tell us.