Populistyczna fala w Europie Środkowej: Quo vadis Mitteleuropa?

"On veut un deuxième Budapest, pas Kiev" – Banderole portée par des nationalistes polonais lors d'une manifestation de l'extrême droite hongroise à Budapest, le 15 mars 2015.
"On veut un deuxième Budapest, pas Kiev" – Banderole portée par des nationalistes polonais lors d'une manifestation de l'extrême droite hongroise à Budapest, le 15 mars 2015.
28 października 2017 – VoxEurop

Niemcy, Austria, Polska, Czechy i Węgry, niegdyś bardzo tolerancyjne, coraz częściej głosują na partie nacjonalistyczne. Co stoi za tym zwrotem?

Mitteleuropa jest pojęciem, które nie ma odpowiednika w języku polskim. Obejmuje ono państwa Europy Środkowej państwa grupy Wyszehradzkiej: Polska, Czechy, Słowacja i Węgry) oraz kraje niemieckojęzyczne. Określenie to ukuto w XIX wieku, kiedy to Prusy potrzebowały uzasadnienia dla swojej ekspansji na wschód: narody Europy Środkowej miałyby być – według tej interpretacji – nierozerwalnie związane z ludnością niemieckojęzyczną. Niestety ostatnie wydarzenia zdają się potwierdzać tezę, która dotychczas wydawała się nieprawdopodobna: być może to, że w krajach regionu skrajna prawica rośnie w siłę, świadczy o wspólnocie losów. Najwyższy czas, aby Mitteleuropa się opamięła.

Ksenofobia od Budapesztu po Warszawę i Berlin

Budapeszt utorował drogę szowinistom regionu. Viktor Orbán doszedł do władzy w 2010 r. po latach rządów Ferenca Gyurcsány’ego, który co prawda był cynikiem, ale postępowym. Nowy przywódca szybko zaczął demontować węgierską demokrację. Autorytarny premier wykorzystał kryzys migracyjny z 2015 r., żeby wzmocnić swoją władzę. Potępiał nieudolną politykę Unii Europejskiej, która – jego zdaniem – narażała obywateli, narzucając kwoty uchodźców poszczególnym państwom członkowskim.

Polska podążyła śladem Węgier. Po ośmiu latach liberalizmu i przeprowadzce Donalda Tuska do Brukseli, bardzo konserwatywne w kwestiach światopoglądowych Prawo i Sprawiedliwość (PiS) przejęło władzę nad Wisłą w 2015 r. Tu również nowy rząd postanowił załapać się na falę krytyki pod adresem niebezpiecznych „islamistów” z daleka. Ich religia nie jest zresztą jedynym problemem. Prezes PiS Jarosław Kaczyński uderzał w brukselskich biurokratów, mówiąc bez ogródek, że muzułmańscy imigranci są odpowiedzialni za pojawienie się„ cholery na wyspach greckich i dezynterii w Wiedniu.”

Ostatnio wirus rozprzestrzenił się w zatrważającym tempie. W Niemczech dwie największe partie głównego nurtu odnotowały 24 września najgorsze wyniki w wyborach parlamentarnych po 1949 r. Skrajna prawica po raz pierwszy przekroczyła pięcioprocentowy próg wyborczy od czasów II wojny światowej, kiedy to „narodowy socjalizm” odcisnął niezatarte piętno na świadomości Niemców. Wejście AfD (Alternatywy dla Niemiec) do Bundestagu jest o tyle znamienne, że zagłosował na nią co ósmy wyborca, co pozwoliło jej zgarnąć niemalże sto mandatów.

Po zaledwie trzech tygodniach, niemieckojęzyczni sąsiedzi – Austriacy – ponowili eksperyment z przełomu wieków i licznie zagłosowali na FPÖ(26%). Wiedeń otarł się o katastrofę, ponieważ sondaże wskazywały jeszcze w grudniu, że skrajna prawica zwycięży w cuglach z 35% poparciem, mając nad następnym rywalem 10 punktów procentowych przewagi..W zeszłą sobotę poznaliśmy nowy skład czeskiego parlamentu. Będzie on zdominowany przez prorosyjskiego i autorytarnego populistę Andreja Babiša i jego ruch ANO, który uzyskał blisko 30% głosów, niemal trzy razy więcej niż druga Obywatelska Partia Demokratyczna – ODS (11,31 proc.). Co gorsza, skrajnie prawicowa, ksenofobiczna partia Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) zajęła czwarte miejsce z 10.65 proc. poparciem i ma duże szanse na to, by współtworzyć nowy czeski rząd (patrz poniżej).

Przyjaźni ludzie

Wyłania nam się z tego dość ponury obraz Mitteleuropy. Tak jakby jej mieszkańcy byli zamknięci w sobie, nieskłonni do współpracy z innymi. A jednak każdy znawca regionu doskonale zdaje sobie sprawę, że nie odzwierciedla on rzeczywistości. Coś o tym wiem: spędziłem w Europie Środkowej ponad połowę życia. Wczesne dzieciństwo w Czechosłowacji, podstawówka w Polsce, liceum w Austrii, Erasmus w Niemczech, a po studiach przez siedem lat mieszkałem w Warszawie. Jako Francuz zawsze byłem tam witany z szeroko otwartymi ramionami, nikt nie pytał mnie o pochodzenie. Zawsze spotykałem tam przyjaznych ludzi.

Czyżby natura tych narodów zmienić się mogła tak drastycznie i tak szybko? Nie sądzę. Natomiast mogli się zmienić ci, co pociągają za sznurki i manipulują tłumami. Z wyrachowaniem podchwycili ów temat zastępczy , nie proponując wiarygodnego rozwiązania, lecz strasząc fikcyjnym wrogiem.

Komunistyczna przeszłość i tożsamość

Istnieje niepokojąca zbieżność między obszarami, gdzie nacjonalizm rośnie w siłę, a państwami, które nie tak dawno temu obaliły komunizm. W Niemczech AfD święciła triumfy przede wszystkim w landach byłej NRD . To tam również elektorat stawiał na skrajną lewicę, nawet po upadku „realnego socjalizmu”. Ale jaki jest związek między nacjonalizmem i komunizmem? Na pozór, te dwie ideologie różni wszystko.

Jednak ich wspólną cechą jest strategia: wskazujemy palcem wroga, przedstawiamy jego unicestwienie jako rozwiązanie i tłumaczymy, że jedynie autorytarna władza może ów cel osiągnąć. Pół wieku komunizmu odcisnęło swoje piętno: społeczeństwo obywatelskie jest słabsze w tej części Starego Kontynentu, a obywatele łatwiej tam dają się uwieść populistycznym postulatom.

Inne dziedzictwo słusznie minionej epoki – społeczeństwo odnosi wrażenie, że nie skorzystało na tyle na dobrodziejstwach gospodarki rynkowej, aby móc się nimi dzielić z innymi, a mianowicie z uchodźcami. W Austrii, uważa się dla odmiany, że państwo i UE już wystarczająco wsparły ludność z pobliskich krajów, dopuszczając ich do lokalnego rynku pracy, otwierając dla nich granice i zasilając fundusze strukturalne. Ten dziewięciomilionowy kraj jest zbyt mały, żeby zbawić świat.

Kwestia narodowej tożsamości jest bardzo delikatna w Mitteleuropie. Przedstawiciele słowiańskich narodów zawsze byli mocno przywiązani do ojczyzny. Niemniej ich tożsamość była często poddawana ciężkim próbom, ich państwa zawsze były między berlińskim młotem a moskiewskim kowadłem. Niektórzy stawiają znak równości między ówczesną dominacją tych dwóch mocarstw, a obecną hegemonią Brukseli. Dlatego też jeszcze niedawno forsowana przez UE polityka zmierzająca do narzucenia kwot migrantów oraz model integracji „multi-kulti” spotykała się z ostrym sprzeciwem.

W krajach niemieckojęzycznych temat tożsamości ma zupełnie inny kontekst. Po II wojnie światowej i jej okrucieństwach tożsamość niemiecka i austriacka łączyła się ze wstydem. Stopniowo udało się ją odbudować wokół wartości, takich jak demokracja i wolność. Ta wątła rekonstrukcja miałaby teraz być podważona przez rzekomo nietolerancyjnych przybyszów z daleka.

Szaleństwo komór gazowych uodporniło w pewnym stopniu te dwa kraje na antysemityzm. Po wojnie RFN przekazała duże sumy izraelskiemu rządowi w ramach reparacji wojennych. Kolejne ekipy rządzące w Bonn, a następnie w Berlinie (łącznie z Angela Merkel) zawsze obierały kurs proizraelski. Syryjscy uchodźcy nie uciekają do Niemiec, żeby propagować ideologię antysemicką, lecz w celu uniknięcia dalszych udręk we własnej ojczyźnie. Jednak łatwo o uproszczenia i populiści nie mają żadnych zahamowań, by oskarżać migrantów nie tylko o nietolerancję i zacofanie, ale i antysemityzm.

Dla Mitteleuropy temat migracji nie jest nowy. W krajach niemieckojęzycznych żyje już znacząca mniejszość turecka, na Słowacji mieszka wielu Węgrów i Romów. Integracja nie przebiega tam wzorcowo, pojawiają się liczne napięcia na tle etnicznym. W przeciwieństwie ludność polska jest homogeniczna. Jednak kryzys na Ukrainie i napływ imigrantów z tego kraju posłużyły premier Beacie Szydło za pretekst, aby zablokować imigrację z południa.

Mitteleuropo, przebudź się, zanim będzie za późno!

Atrakcyjność ugrupowań ksenofobicznych tłumaczą zatem różne czynniki. Ale tłumaczenia te nie mogą być usprawiedliwieniem: przemocy wobec migrantów, retoryki kozła ofiarnego i zamykania granic w otwartej Europie nie sposób tolerować. Tym bardziej, że pod płaszczykiem zachowania tożsamości narodów należących do Mitteleuropy kryje się coś więcej. To pretekst dla autorytaryzmu i tłamszenia wolności, jakie już obserwujemy na Węgrzech. Skrajna prawica, która już puka do drzwi władzy w Wiedniu, mogłaby je również narzucić narodowi austriackiemu.

Przebudź się, Mitteleuropo! Udowodniłaś nieraz, że stać cię na najgorsze, ale i na najlepsze. To Polska jako pierwsza uchwaliła konstytucję w Europie pod koniec XVIII wieku. To Niemcy pokazały drogę do pojednania, stawiając pierwsze kroki na drodze do zjednoczenia kontynentu. To Czechy i Słowacja udowodniły, że można się rozwieść w sposób pokojowy, co mogłoby posłużyć za źródło inspiracji w dobie Brexitu. Mitteleuropo, masz wszelkie możliwe zasoby, aby odrzucić tę haniebną ideologię nacjonalistyczną. Musisz jednak szybko zareagować, zanim skrajna prawica przejmie definitywnie władzę.

Factual or translation error? Tell us.