Reformy w Polsce: Podkopywanie porządku europejskiego

25 lipca 2017
Visegrad Insight Warsaw

Dwa tygodnie po wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie, Prawo i Sprawiedliwość próbowało przeforsować ustawę o Sądzie Najwyższym, która jeszcze bardziej scentralizowałaby system likwidując de facto podział władz. Niespodziewanie ustawy zawetował prezydent.

Do niedawna używano metafory linii ekspresowej Budapeszt-Warszawa do wyjaśniania mechanizmów udanej transformacji demokratycznej, opierającej się na powielaniu podobnych rozwiązań w sferach społeczno-politycznej i gospodarczej.

Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym przegłosowana w zeszłym tygodniu przez polski parlament, zaraz po przyjęciu nowych ustaleń w sprawie funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa – organu konstytucyjnego gwarantującego niezależność wszystkich sędziów – wpisuje się w ten sam schemat, ale oznacza zwrot o 180 stopni. Co prawda prezydent Andrzej Duda zawetuje obie ustawy, ale już niebawem może on zaproponować bliźniaczo podobne rozwiązania. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie wygaszona kadencja sędziów Sądu Najwyższego, w tym jego przewodniczącego, który – tak się składa – wypowiadał się w sposób bardzo krytyczny na temat reform wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Po wejściu w życie tych regulacji, już nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby rząd bez legitymacji demokratycznej (brak większości konstytucyjnej w parlamencie) wprowadził jeszcze dalej idące zmiany opierające się wyłącznie na woli politycznej i autokratycznych zapędach Jarosława Kaczyńskiego.

Sytuacja ta przypomina model węgierski. Fidesz w ramach pakietu ośmiu poprawek wprowadzonych do ustawy zasadniczej w 2011 roku wygasił mandat przewodniczącego tamtejszego Sądu Najwyższego Andrasa Baki, ponieważ piętnował on czystki rządu w wymiarze sprawiedliwości. Sprawa Baki przeciwko Węgrom znalazła swój finał w Europejskim Trybunale Spraw Człowieka (ETPC) w Strasburgu, który trzy lata później orzekł, iż zmiany były niezgodne z prawem i naruszały prawa powoda do rzetelnego procesu sądowego.

Trybunał potwierdził, ze sędzia Baka miał obowiązek, jako przewodniczący Sądu, wyrażania swojej opinii na temat reform ustawodawczych wpływających na władzę sądowniczą. Węgry domagały się, aby sprawa została rozpatrzona przez Wielką Izbę ETPC, lecz w czerwcu 2016 r. Trybunał podtrzymał swój werdykt.

Przyjęcie wiążącego orzeczenia przeciwko nielegalnym działaniom Węgier zajęło więc pięć lat. W międzyczasie wyznaczono nowych sędziów i nie było możliwości przywrócenia byłego przewodniczącego bez naruszenia porządku prawnego kraju.

Kaczyński wydaje się podążać drogą Orbána, pozbywając się silnego krytyka, który cieszy się autorytetem, przed przeprowadzaniem kolejnych zmian. Następne posunięcia mogą dotyczyć: dalszych czystek w administracji publicznej, dyplomacji i wymiarze sprawiedliwości (jak to było w Budapeszcie), zmiany kodeksu wyborczego ograniczającego rolę opozycji i zapewnienie, że wyniki wyborów będą zatwierdzone przez nowo wybranego przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego oraz, docelowo, ograniczenie możliwości odwoływania się przez partie, które przegrają sprawy w sądach niższych instancji.

Jedyna różnica polega na tym, że prezes PiS-u nie ma większości konstytucyjnej i próbuje przeforsować ustawę, która w rażący sposób narusza ustawę zasadniczą (artykuł 183.3 gwarantuje bezwarunkowo sześcioletnią kadencję przewodniczącemu Sądu Najwyższego).

Jednak w rzeczywistości, jeżeli jego wola polityczna zwycięży nad konstytucją, będzie mógł powtórzyć zabieg Orbána, wprowadzając kilka innych reform, które będą nieodwracalne, chyba że zostaną szybko zablokowane.

Po przyjęciu ustaw przez parlament jedynie podpis prezydenta dzielił nowe przepisy od wejścia w życie. Zgodnie z procedurą prezydent miał trzy warianty do wyboru: podpisanie ustaw w przeciągu 21 dni, skierowanie sprawy do Trybunału Konstytucyjnego lub skorzystanie z prawa weta. Odmowę podpisania ustawy może odrzucić 3/5 posłów, a taką większością PiS nie dysponuje. Zawetowanie nowych rozwiązań było jedynym z możliwych rozwiązań, które uchroniło – przynajmniej na jakiś czas – Polskę przed paraliżem prawnym, ale również przed zawieszeniem praw Polski jako członka UE. Prezydent Duda, który dotychczas podpisywał wszystkie przedłożone ustawy, domagał się wprowadzenia poprawek do ustaw. Chciał zmian gwarantujących utrzymanie przez niego pozycji arbitra przewidzianej przez konstytucję, grożąc, że nie przyjmie nowych aktów prawnych. Dodatkowo krytycznie odniósł się do błędów w sformułowaniach zawartych w projektach i w procedurze przyjęcia ustaw przez parlament. Ale do dzisiejszego poranka nie chciał ujawnić, czy podejmie decyzję dopiero po 21 dniach.

W międzyczasie rozpoczęte przed tygodniem protesty uliczne, mimo sezonu wakacyjnego, nasiliły się. Co wieczór protestujący gromadzili się przed Pałacem Prezydenckim i przed sądami w całym kraju, domagając się prezydenckiego weta i dając wyraz przywiązaniu do państwa prawa. Należy podkreślić, że demonstranci to w większości młodzi ludzie, często młode rodziny z dziećmi – podczas gdy w protestach organizowanych przez ostatnie dwa lata dominowali weterani Solidarności z lat 80. W najmłodszej grupie wiekowej wyborców (między 18. a 29. rokiem życia) 82% ankietowanych deklaruje się przeciwnikami rządu. Odsetek ten jest znacznie wyższy niż dla całego społeczeństwa – 53% według badania przeprowadzonego przez IBRIS 19 lipca 2017.

Ostatecznie prezydent ugiął się pod presją społeczną i w poniedziałek (24 lipca) zapowiedział, że nie podpisze ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym.

Jak już podkreśliliśmy w artykule opublikowanym na łamach Foreign Policy, jednoznaczne poparcie prezydenta USA podczas wizyty w Polsce tylko zachęciło rząd do oddalenia się od europejskiej kultury politycznej i fundamentów demokracji parlamentarnej. Obecnie Polska jest gotowa podążać śladami Węgier, a nawet pójść dalej w odrzucaniu porządku europejskiego en bloc. Taki rozwój wydarzeń, którego doświadczyły poprzednio państwa sąsiadujące z UE, może się potencjalnie rozprzestrzenić jak każdy rewolucyjny ruch znany nam z historii. Jeżeli się go nie zatamuje, może stać się wzorem do naśladowania dla wielu innych państw Starego Kontynentu i zagrozić UE.

Tłumaczenie - Frédéric Schneider

Factual or translation error? Tell us.