Geopolityka: Cypr i europejskie marzenie

2 lipca 2012
Project Syndicate Praga

Pierwszego lipca Nikozja przejęła rotacyjną prezydencję Unii Europejskiej. Gaz, relacje z Turcją i polityka bliskowschodnia – Europa powinna wykorzystać tę okazję, by nakreślić nowy projekt śródziemnomorski, uważa amerykańska politolożka Anne-Marie Slaughter.

Kryzys waluty euro i niedawny jubileusz królowej Elżbiety II na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. A jednak, jedno i drugie przypomina nam o znaczeniu oraz sile pozytywnego przekazu, bez którego nie sposób zwyciężać. W swoim komentarzu dla BBC historyk Simon Schama mówił o „małych statkach i wielkich ideach”, odnosząc się do floty płynącej Tamizą i do konnej defilady podczas obchodów jubileuszu królowej. Największą z tych idei jest ta, że brytyjska monarchia służy połączeniu przeszłości kraju z jej przyszłością, a tym samym wznosi się nad miałkością i brutalnością codziennej polityki.

Dziedzictwo królów i królowych obejmuje ponad tysiąc lat – wciąż trwająca symbolika korony i karety oraz dosłowne wcielenie angielskiego, a teraz brytyjskiego państwa – wiąże Brytyjczyków ze sobą we wspólnej przeprawie przez historię.

Cynicy stwierdzą, że to jedynie dawanie „chleba i igrzysk” ludowi. Ale celem jest tutaj zwrócenie oczu i serc na przekaz pełen nadziei, który ma podnieść na duchu, a nie tylko rozbawić publiczność.

Gazowa kuracja na horyzoncie

Czy Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy i inni Europejczycy naprawdę muszą przyjąć restrykcyjny plan oszczędnościowy wymuszony przez elitę rządzącą w Niemczech i innych krajach Europy Północnej, która ich traktuje jak rozpustników i leni? Są to antagonizujące słowa, które tworzą podziały i atmosferę wzajemnej niechęci w sytuacji, w której jedność i solidarność w kryzysie wydają się niezbędne.

W szczególności Grecja powinna teraz połączyć swoją przeszłością ze swoją przyszłością, ale monarcha jej w tym nie pomoże. I jako kolebka pierwszej demokracji na świecie Grecja potrzebuje innych symboli odrodzenia narodowego niż berła i królewskie szaty. To, czytając Homera, wszyscy zachodni czytelnicy po raz pierwszy natrafiają na świat śródziemnomorski, czyli na jego wyspy, wybrzeża i narody połączone przez dyplomację, handel, związki małżeńskie, oliwę, wino i podłużne statki. Grecja mogłaby ponownie stać się jedną z kolumn światowego porządku i wykorzystać obecny kryzys w budowaniu nowej przyszłości.

Ta wizja jest bardziej realistyczna, niż mogłoby się wydawać. Według szacunków złoża gazu naturalnego wschodniej części regionu śródziemnomorskiego mogą wynosić nawet 122 biliony stóp sześciennych [ponad 100 miliardów m3], czyli wystarczająco, aby zaspokoić potrzeby całego świata na rok. Dodatkowo, można jeszcze wydobyć tyle gazu i ropy na greckim wybrzeżu Morza Egejskiego i Jońskiego, aby kompletnie zmienić stan finansów publicznych Grecji oraz całego regionu. Izrael i Cypr mają już w planach wspólne poszukiwania; Izrael i Grecja omawiają kwestię wybudowania gazociągu; Turcja i Liban prowadzą prospekcję; a Egipt chce wydawać licencje na eksplorację.

Polityczny tor przeszkód

Jednak jak zwykle we wszystko miesza się polityka. Kraje te dzielą jakieś konflikty dotyczące wyznaczania stref morskich oraz nieporozumienia natury właśnie politycznej. Turcy współpracują z tylko przez nich uznawanym Północnym Cyprem i notorycznie powtarzają groźby pod adresem Izraela, który współpracuje z Południem. Nikozja z kolei, wraz z Atenami, notorycznie utrudnia rozmowy Turcji z UE. Turcja nie przyjmuje cypryjskich statków w swoich portach i zawiesiła rozmowy z Izraelem, od kiedy dziewięciu jej obywateli zostało zabitych na statku, który usiłował naruszyć blokadę Gazy. Liban i Izrael nie utrzymują stosunków dyplomatycznych.

Krótko mówiąc, odpowiedzialna eksploatacja zasobów energetycznych mogłaby doprowadzić do wzrostu PKB, utworzenia miejsc pracy i rozwoju, ale może zostać zablokowana przez poszczególne kraje, które domagają się tego, co ich zdaniem im się należy, ale odmawiają dostępu do tych bogactw wrogom.Wizja Śródziemnomorskiej Wspólnoty Energetycznej chyba jednak pozostanie marzeniem. W lipcu będziemy obchodzili 60. rocznicę ratyfikacji traktatu paryskiego, który ustanowił Europejską Wspólnotę Węgla i Stali (EWWS) między Francją, Niemcami, Włochami i państwami Beneluksu zaledwie sześć lat po zakończeniu drugiej wojny światowej. Przez 70 lat poprzedzających ten fakt Niemcy i Francja stoczyły trzy krwawe wojny, z których dwie ostatnie zrujnowały europejskie gospodarki i zdziesiątkowały ludność Starego Kontynentu.

Nienawiść i podejrzliwość między tymi państwami była równie silna i zakorzeniona, co ta obecnie panująca we wschodniej części świata śródziemnomorskiego. Mimo wszystko francuski minister spraw zagranicznych Robert Schuman, któremu pomagał jego doradca Jean Monnet, zapowiedział plan utworzenia EWWS mającej na celu uczynienie „wojny nie tylko nie do pomyślenia, ale i materialnie niemożliwej” w 1950 r., zaledwie pięć lat po tym, jak niemieckie wojska wymaszerowały z Paryża. Propozycja Schumana polegała na powołaniu wspólnej wysokiej władzy kontrolującej produkcję węgla i stali, zapobiegając w ten sposób użyciu wojennych surowców przeciwko sobie i ustanawiając fundamenty wspólnej polityki przemysłowej. EWWS była pierwszym etapem tego, czym dzisiaj jest Unii Europejskiej.

Energetyczne trzęsienie ziemi

UE ma nóż na gardle, ale zaledwie kilka konkretnych kroków europejskich przywódców mogłoby otworzyć perspektywę równie odważnej dyplomacji, która przywróciłaby blask UE i basenowi Morza Śródziemnego oraz wstrząsnęłaby ładem energetycznym w Europie i Azji. Gdyby o relacjach handlowych z Północnym Cyprem decydowała większość kwalifikowana w Radzie Europejskiej, a nie jednomyślność, nie mielibyśmy weta Cypru. Analogicznie Turcja mogłaby zacząć handlować z całym Cyprem. Te zmiany mogłyby doprowadzić do turecko-cypryjsko-greckiego partnerstwa energetycznego, co zachęciłoby do pojednania turecko-izraelskiego.

Plan Schumana potrzebował dwóch lat, aby zostać zaakceptowanym i dekady, aby go wprowadzono w życie. Jednak w sercach zubożałych Europejczyków, którym wojna zabrała rodziny i domy, rozpalono nadzieję na lepszą przyszłość. Obecnie to Grecy i Cypryjczycy, nie wspominając nawet o narodach Bliskiego Wschodu i północnej Afryki, rozpaczliwie wypatrują znaku, który mógłby im dać podobną nadzieję. Unijni przywódcy nie przezwyciężą tego kryzysu, narzucając obywatelom kolejne cięcia. Muszą podjąć konkretne kroki, żeby nakreślić wizję nowo narodzonej Unii, w której wysiłki są nagradzane i w której Grecja byłaby równouprawnionym partnerem. UE nie ma królowej Elżbiety. Potrzebuje więc nowego Schumana i nowego Monneta.

Tłumaczenie - Frédéric Jerzy Schneider

Factual or translation error? Tell us.