Euromity (4/10): Więcej plusów niż minusów

26 lipca 2012
De Groene Amsterdammer Amsterdam

Holandia rzeczywiście wpłaca „miliardy euro” do kasy UE, jak to eurosceptycy lubią podkreślać, gdyż jest jednym z największych płatników netto. „Czy kraj dostaje coś w zamian?”, próbuje ustalić De Groene Amsterdammer w swoim cyklu poświęconym „euromitom”.

Jaka jest nasza składka i jakie dla nas płyną korzyści z dopłat dla rolników i prezentów dla biedniejszych regionów, takich jak Flevoland? Trzeba tutaj dokonać analizy bezpośrednich kosztów i korzyści. Od lat Holandia jest jednym z największych płatników netto w Unii. Ponad 200 euro na Holendra rocznie, czyli w sumie 3,6 mld euro – tyle nas kosztuje ta Europa, ale jest to mniej niż wkład na przykład Szwecji lub Niemiec.

Pytanie powinno jednak brzmieć następująco, czy te kilka miliardów z Brukseli są jedynym możliwym zyskiem? W rzeczy samej, badania wskazują na to, że Holandia tak bardzo skorzystała na integracji europejskiej, że wpłata netto staje się bez znaczenia. Hans Vollard, który wykłada nauki polityczne w Lejdzie, tłumaczy: „Składkę powinno się postrzegać jako opłatę za wolny rynek”.

I te wpływy zostały dość dokładnie wyliczone przez Holenderski Urząd Analizy Polityki Gospodarczej. Otóż jednolity rynek UE przyczynia się do podwyższenia rocznego wynagrodzenia przeciętnego Holendra o jedną miesięczną pensję, a samo istnienie euro o tygodniówkę. Jest to znacznie więcej niż wpłata netto. Jak to możliwe?

Więcej korzyści

Tłumaczy to profesor bankowości i finansów Harald Benink. „Dwie trzecie naszego produktu narodowego idzie na eksport, z czego trzy czwarte do Europy. Wolny handel jest więc niezmiernie ważny”. Trudno ocenić, jakby wyglądał handel międzynarodowy bez rynku wewnętrznego, ale Benink nie sądzi, aby wyniki badania urzędu były przesadzone.

Większość innych analiz wskazuje nawet na dużo większe korzyści. Nico Groenendijk, profesor w katedrze europejskiej polityki gospodarczej podkreśla jeszcze, że tutaj nie chodzi nawet o mierzalne efekty; bezpieczeństwo i stabilność są bezcenne.

Można jednak postawić znak zapytania za słowem „korzyść”. Holandia jako całość być może i czerpie korzyści, ale nie jest to równoznaczne z twierdzeniem, że każdy obywatel na tym zyskuje. Wystarczy pomyśleć o holenderskich tynkarzach, którzy tracą pracę na korzyść ich polskich kolegów.

Bogaci zyskują więcej

Pytanie eurokrytyków pozostaje aktualne – dlaczego Holendrzy muszą płacić większy „abonament” za korzystanie z dobrodziejstw wspólnego rynku niż inne kraje? W odpowiedzi często słyszą, że jest to kwestia solidarności i pozwala to biedniejszym regionom się rozwijać. Ale w rzeczywistości z rynku wewnętrznego wypływa więcej korzyści dla bogatszych krajów niż dla biedniejszych.

Josef Janning, dyrektor studiów Centrum Polityki Europejskiej, wyjaśnia: „Kraj taki jak Niemcy czerpie więcej korzyści – dzięki rynkowi wewnętrznemu może więcej eksportować, bo gdyby nie on, to eksport byłby hamowany przez granice międzypaństwowe i antyniemieckie nastroje.

Najbardziej rozwinięte kraje mogą wypychać z rynku mniej konkurencyjnych lokalnych producentów. Dotyczy to również holenderskiego eksportu.” Innymi słowy, może i jesteśmy płatnikami netto, ale w wielu innych aspektach jesteśmy beneficjentami netto.

Trzecia część cyklu

Tłumaczenie - Frédéric Jerzy Schneider

Factual or translation error? Tell us.