Kryzys w strefie euro: Berlin wraca do Realpolitik

23 sierpnia 2012
Il Sole-24 Ore Mediolan

Po nerwowym lecie czas na spokojną jesień dla strefy euro, północna Europa, poczynając od Niemiec, jest teraz bardziej pragmatyczna. Zrozumiała, że koniec euro spowodowałby trzęsienie ziemi w samej Unii i poza nią, ale się nie poddaje, ponieważ rozwiązanie jest jeszcze daleko.

Spokój po burzy będzie musiał poczekać. Nie wiadomo jeszcze, jak długo. Jednak, po upalnym lecie, które okazało się ostatecznie mniej męczące, niż się spodziewano, widać w oddali jesień, co prawda nadal gorącą dla euro, ale łatwiejszą do przetrwania, gdyż przetrwanie to zostało lepiej niż w przeszłości przygotowane. Po dwóch kakofonicznych latach wszyscy się uspokoili, a podejście do kryzysu jest teraz bardziej przemyślane, racjonalne i zrównoważone.

Cokolwiek by mówić, ekstremizm, dogmatyzm i populizm wszelakiej maści nadal istnieją. To samo tyczy się recesji gospodarczej i bezrobocia, które zresztą przyczyniają się do ich nasilania. W Niemczech, zarówno Bundesbank, jak i część Bundestagu, upierają się przy swoich przekonaniach odnośnie konieczności absolutnej restrykcji budżetowej i coraz głośniej wyrażają swoją opinię, naśladowani przez Europejski Bank Centralny (EBC).

Ale debata w Niemczech staje się coraz bardziej subtelna. W szczególności Angela Merkel wygląda na przekonaną, że lepiej by było, aby euro było jeszcze wspólną walutą w momencie wyborów we wrześniu 2013 r. w celu zapewnienia jej reelekcji. Rozpad strefy walutowej spowodowałby niezmiernie kosztowny wstrząs i miałby nieprzewidywalne skutki dla Europy i dla całego świata.

Priorytety ponad wszystko

Nie tylko kanclerz wyznaje teraz ideę pragmatyzmu. Nawet premier Finlandii, Jyrki Katainen – ten sam, który zażądał od Greków dodatkowych gwarancji zanim przekazał swój udział w pomocy finansowej – chce teraz „większej integracji politycznej, a nie jej przeciwieństwa”, aby wzmocnić euro. W Holandii, które są równie gorącym orędownikiem cięć, przewodniczący Partii Socjalistycznej Emile Roemer, prawdopodobny zwycięzca wyborów z dnia 12 września, grzmi przeciwko restrykcyjnej polityce i obiecuje, że obniżenie deficytu poniżej poziomu 3% PKB nastąpi najwcześniej w 2015 r., czyli dwa lata później niż chciał tego obecny rząd.

Czy to oznacza, że kraje z klubu restrykcji, cięć budżetowych i recesji zgodziły się na łyk świeżego powietrza? Nie. Ani Berlin, ani jego sojusznicy z Północy, ani EBC Mario Draghiego nie mają zamiaru zrezygnować ze swoich priorytetów, które uważają za niezbędne w celu przywrócenia stabilności, spójności i wiarygodności strefy euro. A jednak, wszyscy są skłonni uwzględnić stan faktyczny i niesprawiedliwe koszty kryzysu ciążące na niektórych państwach, takich jak Włochy, z korzyścią dla innych, jak Niemcy, Holandia lub Francja.

To właśnie w takim bardziej realistycznym i konstruktywnym klimacie przewodniczący eurogrupy, Jean-Claude Juncker, udał się do Aten 22 sierpnia, aby spotkać się z premierem Grecji Antonisem Samarasem, który będzie w Berlinie 24 i w Paryżu 25, podczas gdy 23 François Hollande i Angela Merkel spotkają się w cztery oczy w Berlinie.

Francuski blef

Jak już zostanie ustalone, a wydaje się to nieuniknione, że „Grexit” ze strefy euro nie jest opcją do brania pod uwagę ze względu na konieczność obrony integralności wspólnej waluty, to znajdzie się jakieś rozwiązanie. Było tak już z Hiszpanią i widzimy, że napięcia związane z losem Włoch już przeminęły.

Trzeba jednak zachować czujność. Euro nadal jest zainfekowane wirusem. Dzięki zbiegowi okoliczności, między innymi o charakterze politycznym, Francja uniknęła śródziemnomorskiego trądu. Ale jej symptomy są takie same. Będzie musiała się jak najprędzej wyleczyć i to w wiarygodny sposób, o ile zależy jej na tym, aby rynki nie zdały sobie sprawy z jej blefu.

Jak na razie, François Hollande jawi się jako niewyrazisty prezydent. Słabość jego i całej Francji mogłyby go zdyskwalifikować w meczu o oddanie suwerenności państwowej w kwestiach budżetowych – o unię fiskalną mówiąc językiem Brukseli – a jest to pierwszorzędny warunek postawiony przez Niemcy, aby zapewnić, iż państwa należące do strefy euro będzie łączyła więź solidarności. A jest to niezbędne, aby wspólna waluta przetrwała.

Ten powrót do bardziej rozsądnego nastawienia w całej Europie pozwala być umiarkowanym optymistą. Nie wystarczy jednak, aby rozwiać wszelkie wątpliwości / rzucić światło na wszystkie niewiadome, zaczynając od francuskiej pięty achillesowej, przez które nie można spoglądać na dalszy los euro ze stuprocentowym optymizmem.

Tłumaczenie - Frédéric Jerzy Schneider

Factual or translation error? Tell us.