Europejska służba działań zewnętrznych: Stara Unia rządzi dyplomacją

23 sierpnia 2010
Dziennik Gazeta Prawna Warszawa

Vittore Carpaccio, „Przyjęcie ambasadorów" (ok.1490-1495). Tempera na płótnie, Galleria dell'Accademia, Wenecja.
Vittore Carpaccio, „Przyjęcie ambasadorów" (ok.1490-1495). Tempera na płótnie, Galleria dell'Accademia, Wenecja.

Tylko dwóch ambasadorów Unii Europejskiej pochodzi z Europy Środkowej. Resztę stanowisk w unijnej dyplomacji trzyma w garści stara piętnastka, niepokoi się Dziennik Gazeta Prawna.

Ze 115 ambasadorów UE żaden nie pochodzi z Polski. Z raportu Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), wynika, że europejska polityka zagraniczna tworzona na mocy traktatu lizbońskiego nie uwzględnia naszych doświadczeń ani, tym bardziej, interesów. Służba dyplomatyczna jest narzędziem w rękach starej Europy. Tylko dwóch dyplomatów pochodzi z tzw. nowej Unii. Większość stanowisk obsadzili Francuzi, Włosi, Belgowie i Niemcy. Węgier reprezentuje Unię w Norwegii, Litwin w Afganistanie. O wyborze nie decydowała znajomość języków czy regionu. Podobnie w centrali tzw. unijnego MSZ. Ponad 90 proc. kadr to obywatele dawnej piętnastki.

„Przyjęłam dwie zasady kształtowania nowej europejskiej służby dyplomatycznej: zapewnienie przy nominacji zarówno równowagi geograficznej, jak i równowagi między kobietami i mężczyznami”, mówiła niedawno szefowa Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) Catherine Ashton. Na razie praktyka daleko odbiega od deklaracji.

„Mamy do czynienia z nadreprezentacją obywateli 11 państw (...). Zaniżona jest reprezentacja 16 państw, w tym Polski”, czytamy w analizie PISM. Równowaga płci to również mit. Jak wyliczył instytut, kobiety kierują tylko 10 procentami delegatur UE (oficjalna nazwa unijnych ambasad).

Cały artykuł można przeczytać na stronie Dziennika Gazety Prawnej.

Factual or translation error? Tell us.