Przemysł naftowy: Za kilka baryłek więcej

Beczka Shella w  Peru (Fot. Ryan McFarland)
Beczka Shella w Peru (Fot. Ryan McFarland)
23 lipca 2009 – Vrij Nederland (Amsterdam)

Jak wynika z rankingu sporządzonego przez magazyn Fortune, Royal Dutch Company to największy koncern świata. Mało tego, według jego szefów jest także bardziej ekologiczny, przejrzysty i bezpieczny niż jego rywale. Raport holenderskiego tygodnika Vrij Nederland w brutalny sposób weryfikuje ich słowa.

„Mamy silną kulturę i strategię”, powiedział Van der Veer w swoim pożegnalnym przemówieniu wygłoszonym w maju tego roku na zgromadzeniu generalnym akcjonariuszy. „Nauczyliśmy się słuchać i działać jako integralna część społeczeństwa”.

Te słowa wydają się pośrednio odnosić do tego czarnego dla Shella okresu, kiedy to Van der Veer stał na jego czele. Właśnie w tym czasie wyszło na jaw, że firma wyraźnie przesadziła, chcąc imponować „udowodnionymi rezerwami gazu i ropy naftowej w świecie zewnętrznym”.

Skutki tej słabości miały przez dłuższy czas wpływ na to, jak Van der Veer zarządzał przedsiębiorstwem. Jego główną ambicją było spowodowanie szokowych zmian w kulturze firmy, chodziło o to, by przestała ona być tak egocentryczna. Wizerunek prostego człowieka, jaki umiał zbudować Van der Veer, znacznie się do osiągnięcia tego celu przyczynił.

„To człowiek dyskretny, nie jest jednym z tych, którzy eksponują swoją pozycje społeczną, albo maja rozdęte ego – mówią Piet Verschuren i Harry Verhulp ze związku zawodowego pracowników średniego szczebla i wyższych kadr Shella (VHP).

Twierdzą, co prawda, że uspokoił atmosferę w przedsiębiorstwie, ale zaraz dodają, iż jego dążenie do konsensusu wydłuża oczekiwanie na aprobatę dla jakiegoś projektu w nieskończoność. A przez ten czas konkurencja zbudowała już nową fabrykę.

Pomimo swojej kompleksowości organizacyjnej i ogromu swoich kosztów gigant naftowy zdołał uzyskać w zeszłym roku rekordowy zysk w wysokości ponad 26 miliardów dolarów. Według Roela Gooskensa, analityka towarzystwa inwestycyjnego Franklibn Mutual nie było to specjalnie trudne: „cena ropy naftowej była tak wysoka, że takie osiągnięcie było dziecinnie proste”.

Co się tyczy dywidend, Shell zajął w 2008 r. dopiero piąte miejsce – za swoimi konkurentami Exxonem, Total, BP i Chevronem. Za spadkiem cen ropy idzie spadek zysków, niełatwy do odrobienia. W pierwszym półroczu 2009 r. u Shella spadł o ponad połowę. Pomimo to eksperci finansowi twierdzą, że Van der Veer przywrócił zaufanie akcjonariuszy do tego koncernu.

Shell osiągnął znaczną przewagę nad konkurentami w dziedzinie eksploatacji złóż ropy i gazu trudno dostępnych, zwanych niekonwencjonalnymi. A przede wszystkim w kategorii naturalnego gazu skroplonego stał się w ostatnich latach liderem na rynku światowym. Istnieje jednak i ciemna strona tego przedsięwzięcia. Dostanie się do trudnych złóż, pochłania dużo energii i bardziej zanieczyszcza środowisko.

W Kanadzie Shell wydobywa ropę z łupek bitumicznych, co nie tylko pozostawia głębokie zmiany w pejzażu, ale także powoduje nadmierne emisje gazu, co nasila efekt cieplarniany.

Pod kierownictwem Van der Veera Shell zaprezentował się jako firma o „zielonym sercu”. Były szef jego marketingu Paddy Briggs pieni się ze wściekłości: „W ostatnich latach wszyscy obiektywni analitycy krytykowali ekologiczne działania Shella jako mieszaninę kłamstw i półprawd. To skandaliczne, że Van der Veer dał przyzwolenie na tę kłamliwą kampanię”.

Firma postawiła także na złoża regionu bieguna północnego. Kosztem miliardów euro otrzymała prawo wiercenia w ponad 400 miejscach na Morzu Czukockim i Morzu Beauforta – na Zachód od Alaski. Ale projekt został zawieszony, bo jeden z amerykańskich sędziów orzekł, że nie oszacowano właściwie jego skutków dla środowiska.

Wspólnota Eskimoska Iupitat obawia się wycieków ropy, które mogłyby zaszkodzić pogłowiu wielorybów i niedźwiedzi polarnych, a także zakłócić tradycyjny sposób życia Eskimosów. Władze amerykańskie oceniają prawdopodobieństwo wycieków na Morzu Czukockim (ponad 4 tysiące baryłek) jako znaczne – na poziomie 40 procent.

W północnej Rosji Shell chce „zaatakować” Półwysep Jamalski na Morzu Karskim.

W zeszłym roku zawarł wstępne porozumienia z Gazpromem, który usunął z tego rejonu plemię Nenetów. Ekolodzy twierdzą, że Shell optował tam na rzecz metody wydobycia najbardziej intensywnej i najmniej ekologicznej. W raporcie zatytułowanym „Irresponsible Energy”, Greenpeace i Friends of the Earth (Przyjaciele Ziemi) ustalili, że Shell jest towarzystwem naftowym, które najszybciej zwiększa emisję CO2 w przeliczeniu na baryłkę wydobytej ropy.

Co więcej, ruchy ekologiczne patrzą niechętnie na jego decyzję wstrzymania inwestycji w energię wiatru i słoneczną, na rzecz biopaliw. Ale specjalista od spraw energii profesor Coby van der Linde rozumie ten wybór: „Umożliwienie w ten sposób dłuższej używalności paliw kopalnych otwiera perspektywę ważnej ewolucji technologicznej. Jest to interesujące dla towarzystw naftowych i gazowych, ponieważ chodzi o priorytetową dziedzinę ich działalności”.

Dla Pieta Verschurena ze związku zawodowego kadr Shella rezygnacja z słonecznej i energii wiatru „jest szkodliwa i błędna, jeśli wziąć pod uwagę dokonane już inwestycje. Wśród personelu panuje pewne rozczarowanie, że Shell nie będzie liderem prawdziwie nowatorskim”. Jeśli się przypatrzyć, jak firma wydobywa ropę w Nigerii, widać przepaść między słowami a rzeczywistością. Ścisła współpraca z reżimem nigeryjskim, o której firma wypowiada się z dumą, nie wzbudza ogólnego entuzjazmu.

Niedawno Shell kosztem ponad 11 milionów euro zakończył polubownie głośny proces w sądzie nowojorskim, przed którym stanął m.in. pod zarzutem, że przekupił niegdyś dwóch świadków, aby fałszywie zeznawali przeciwko Ken Saro-Wiwa – przywódcy Ruchu na rzecz Ocalenia Ludu Ogoni, który pokojowo przeciwstawiał się dewastacji delty Nigru spowodowanej wydobyciem ropy. On i pięciu jego towarzyszy zostali powieszeni z wyroku wątpliwej rzetelności procesu, 10 listopada 1995. Poza tym funkcjonariusze Shella wezwali armię, aby siłą stłumiła manifestacje tubylców przeciw budowie ropociągu.

Na ławie oskarżonych znalazł się również w Holandii. Wytoczyło mu proces czterech rybaków nigeryjskich wraz z Milieudefensie(Holenderskim Stowarzyszeniem na rzecz Ochrony Środowiska). Anne van Schaik z Milieudefensie opowiada, że „wszędzie w delcie Nigru widzi się i czuje się naftę. Wdowa, której ziemia została zatruta, zeznaje, że z powodu nafty maniok jest nie do jedzenia, ale ona musi nadal dawać go swoim dzieciom, które przez to chorują.”

Shell zapewnia, że podjął wszelkie środki, żeby uniknąć wycieków nafty, a jeżeli już się zdarzą, to robi wszystko, żeby usunąć ich skutki. Bezpieczeństwo to leitmotiw prawie wszystkich przemówień Van der Veena. W raporcie koncernu za rok 2008 można wyczytać, jak wielką przywiązuje się tam do niego wagę. Słowa brzmią uspokajająco, ale nie zawsze mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Nawet według Pieta Verschurena i Harry’ego Verhulpa „w każdym przedsiębiorstwie robi się oszczędności na konserwacji sprzętu”.

„Nauczyliśmy się liczyć ze społeczeństwem” – mówił Jaroen Van der Veer na spotkaniu z akcjonariuszami, w maju tego roku. Kilka godzin później 60 procent akcjonariuszy odrzuciło paragraf dorocznego raportu mówiący o wynagrodzeniach. A w tym o premiach. Ale te miliony zostały już wypłacone. Zgromadzenie generalne postawiło również szereg pytań dotyczących inwestycji Shella w Iranie, domagając się szczególnej przejrzystości tych interesów ze względu na nieposzanowanie praw człowieka w tym kraju. „Jesteśmy bardzo przejrzyści” – odparł Van der Veer. I nic więcej już nie powiedział.

Factual or translation error? Tell us.