UE i świat Zbliżenie na Europę

Mołdowa: Zderzenie dwóch cywilizacji

28 lipca 2009
Timpul Kiszyniów

Manifestanci powiewają europejską flagą przemyconą do budynku parlamentu w Kiszyniowie, 7 lutego 2009. (AFP).

Manifestanci powiewają europejską flagą przemyconą do budynku parlamentu w Kiszyniowie, 7 lutego 2009. (AFP).

Po kwietniowych wyborach, które zakończyły się ulicznymi protestami i przyczyniły do wyłonienia parlamentu niezdolnego wybrać prezydenta, Mołdawianie 29 lipca ponownie pójdą do urn. Dziennik Timpul zastanawia się, czy komuniści pozostaną u władzy a także, jaki model polityczny – zachodni czy euroazjatycki – ostatecznie zatriumfuje w republice.

W Republice Mołdawii mamy dwie granice. Pierwsza, zewnętrzna, na rzece Prut, rozciąga się między cywilizacją zachodnioeuropejską a Eurazją. Druga, wewnętrzna, oddziela obywateli o poglądach liberalno-demokratycznych od tych o mentalności typu „homo sovieticus”. Trudno się więc dziwić, że kraj mój stał się miejscem wojny światów. Republika Mołdawii powstała na początku lat dziewięćdziesiątych w wyniku rozpadu ZSRR i przegranej komunizmu na całym globie. Jej klasa polityczna kontrolowała bieg wydarzeń tylko na początku przemian, kiedy najważniejsza była niepodległość. Z czasem stało się jasne, że nie jest zdolna do stworzenia podwalin nowego państwa. W 2001 r. komuniści odnieśli miażdżące zwycięstwo wyborcze. To był sygnał, że reformy się załamały. Nostalgia za mitycznym krajem nie tak dawnej przeszłości wzięła górę. To w nim duża część społeczeństwa postanowiła szukać schronienia. Czasy się zmieniły. XX wiek, kiedy to żelazna kurtyna była szczelna, już nie wróci. Obywateli Mołdawii nie da się dłużej izolować od wartości europejskich. Internet i swoboda podróżowania przekonały ich o korzyściach, jakie niosą państwo prawa i gospodarka wolnorynkowa. Młodzi studiują na uniwersytetach w Rumunii albo na Zachodzie i są nastawioni proeuropejsko. Oni też wspierają polityków nowego chowu. Podział społeczeństwa mołdawskiego na dwa wyraźnie się od siebie różniące obozy kulturowe stał się więc nieunikniony. Po jednej stronie mamy ludzi postsowieckich – tych, którzy akceptowali socjalne bezpieczeństwo totalitarnego socjalizmu. Po drugiej tych, którzy popierają modernizację wynikającą z europejskich wartości. Kiedy neokomuniści doszli do władzy, nieprzystawalność tych dwóch wzorców stała się tak widoczna, że było pewne, iż prędzej czy później dojdzie do ich zderzenia. Kształt obu obozów i relacje między nimi wciąż się zmieniają, nie bez znaczenia jest tu silny wpływ czynników zewnętrznych. W starciu dwu głównych bloków polityczno-gospodarczych Starego Kontynentu – Unii Europejskiej i przestrzeni postsowieckiej – nie chodzi tylko geopolitykę, także o to, który ze sposobów myślenia, zachodnioeuropejski czy euroazjatycki, zwycięży. Wyrazem tej wojny światów były zamieszki, jakie wybuchły w Mołdawii 7 kwietnia (w następstwie oskarżeń o sfałszowanie wyborów parlamentarnych, które odbyły się dwa dni wcześniej), i będące ich efektem represje. Rząd starał się dowieść swej prawowitości kurczowo trzymając się sowieckich metod – sięgnął po niewspółmierne do okoliczności i niemające nic wspólnego z respektowaniem prawa użycie siły, zastosował wojnę informacyjną, blokadę granicy na Prucie, wreszcie cenzurę zachodniej prasy. Czas robi swoje, na krajowym podwórku młode elity są stopniowo korumpowane i zmiękczane. Opozycja uważa, że pozostawienie starej kasty polityków u steru rządów skończy się katastrofą. Komunistyczna władza nie rozumie, co właśnie pokazały polityczne wydarzenia tegorocznej wiosny, jak głęboko podzielone jest mołdawskie społeczeństwo. Widzi tylko wrogów, a tych trzeba zniszczyć. Zresztą byłoby dziwne, gdyby dostrzegała coś więcej – walkę dwu mentalności. Ich zdaniem narzędziem walki politycznej nie jest cywilizowana dyskusja, lecz policyjna pałka i kłamstwo. Komuniści mieli więc nadzieję odnieść decydujące zwycięstwo, występując w roli zarazem gracza i sędziego. Już trzysta lat temu król Prus Fryderyk II, znany jako Fryderyk Wielki, rozumiał, że nie da się jednocześnie występować w tych dwu rolach. Niegdyś wybrał się na wieś, a zobaczywszy piękny stary wiatrak, rzekł młynarzowi: „Jeżeli nie sprzedacie mi wiatraka, i tak go sobie wezmę, bo jestem królem”. Ten wcale się nie strapił: „Byłoby to prawdą, gdyby nie to, że są jeszcze sędziowie w Berlinie!”. Fryderyk odjechał, trzeba powiedzieć, odpowiedź zrobiła na nim wrażenie. W dzisiejszej Mołdawii król i młynarz mają równe siły, a sędzia czeka na wynik tego spektakularnego starcia cywilizacji.

Factual or translation error? Tell us.