Polityka Kraje członkowskie

Regiony: Szkocja, niepodległość do wymyślenia

25 maja 2011
El País Madryt

Kibice Szkocji podczas finału Mistrzostw Europy w curlingu w Niemczech.
Kibice Szkocji podczas finału Mistrzostw Europy w curlingu w Niemczech.

Niedawne wyborcze zwycięstwo tamtejszych nacjonalistów ożywia ideę niepodległości Szkocji. Ale gdy spojrzeć na przykład Katalonii i Kraju Basków, to zarysowuje się wizja Europy konfederacji, ocenia El País.

Nieoczekiwane i przygniatające zwycięstwo Szkockiej Partii Narodowej [SNP, Scottish National Party] w wyborach regionalnych 5 maja, w których wbrew wszelkim oczekiwaniom zgarnęła ona 69 mandatów na ogółem 129 miejsc w parlamencie, toruje drogę do przeprowadzania referendum w sprawie niepodległości Szkocji. Możliwość wybicia się na niepodległość, uważana za mrzonkę jeszcze dziesięć albo piętnaście lat temu, zaczyna być traktowana serio, choć ostatnie sondaże pokazują, że, paradoksalnie, to Anglicy bardziej pragną zerwania niż Szkoci.

System autonomii kraju, o którym mowa, zwany „dewolucją” albo przekazaniem kompetencji, został wprowadzony przez laburzystów w 1997 r. Ta decentralizacja opierała się na założeniu, że im większą autonomię się uzyska, tym mniej usilnie będzie się dążyć do niepodległości. Obecnie wielu uważa, że stało się dokładnie na odwrót. Ale inni podkreślają, że jest jeszcze za wcześnie, aby wyciągać wnioski.

Zwycięstwo SNP poruszyło wyobraźnię Hiszpanów. No bo jakże nie dostrzegać analogii do niepodległościowych aspiracji wyrażanych przez część Basków i Katalończyków? A jednak istnieją ogromne różnice. Zjednoczone Królestwo ukonstytuowało się przed czterema wiekami, wraz z objęciem angielskiego tronu przez Jakuba VI Stuarta, a po upływie stulecia, w 1707 roku, unię przypieczętowało dobrowolne połączenie parlamentów angielskiego i szkockiego.

W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii Hiszpania to złożony zbiór siedemnastu autonomicznych regionów, o różnym nasileniu ambicji, by prawdziwą autonomię uzyskać. Dodatkowo na Wyspach odejść chce biedny, a nie bogaty [tymczasem Katalonia i Kraj Basków są zamożnymi regionami]. Tożsamość narodowa Szkotów i Anglików to nie jest sedno wysuwanych roszczeń.

Wielu Szkotów pragnie zachowania unii z Anglią

Sama możliwość, że charyzmatyczny niepodległościowy przywódca Alex Salmond wezwie do udziału w referendum, nie wywołuje politycznej wrzawy w Zjednoczonym Królestwie. „Jest nieco optymistycznym założeniem ze strony SNP, że może wygrać referendum w sprawie niepodległości”, mówi historyk Sebastian Balfour, emerytowany profesor studiów nad współczesną Hiszpanią na London School of Economics.

„Negatywny rezultat głosowania poważnie zaszkodziłby SNP, bo sytuacja w Szkocji jest bardzo wyjątkowa i całkiem odmienna niż w Hiszpanii, jako że opowiadających się za szkocką niepodległością Anglików jest dużo więcej niż Szkotów, a równocześnie wśród tych drugich więcej jest sprzeciwiających się temu niż wśród tych pierwszych. Wielu Szkotów pragnie zachowania unii z Anglią. To tak, jak gdyby Anglicy zamienili swoją nacjonalistyczno-imperialistyczną tożsamość na tożsamość postnarodową, tożsamość obywatelską o, powiedzmy, bardziej lokalnym albo regionalnym charakterze. I bardzo wątpię, czy SNP podniesie obecnie kwestię referendum. Natomiast uważam, że jej długoterminowa strategia polega na tym, aby wykazać swoją zdolność do prowadzanie spraw bieżących w interesie Szkocji”.

W jakim stopniu to miażdżące zwycięstwo SNP może wpływać na Hiszpanię? „Może ono do pewnego stopnia wzmacniać nurt niepodległościowy wewnątrz opinii publicznej, ale nie sądzę, aby miało to wielkie reperkusje”, komentuje Balfour. „Nie wydaje mi się to aż takie ważne. Istnieją duże różnice i w rzeczywistości to Szkocja zbliża się bardziej do Katalonii oraz Kraju Basków przez to, że nacjonalistyczna partia ma tam odtąd większość w parlamencie. W Hiszpanii nie jest to żadna nowość”.

Język nie jest problemem  

Szkocja jest nacjonalistyczna „w tym sensie, że ludzie czują się przede wszystkim Szkotami, choć są również Brytyjczykami”, dorzuca David McCrone, współdyrektor Instytutu Zarządzania na Uniwersytecie w Edynburgu.

„W Katalonii da się to rozpisać w pięciopunktowej skali: można być Katalończykiem, ale nie Hiszpanem; być bardziej Katalończykiem niż Hiszpanem; być w równym stopniu Katalończykiem, co i Hiszpanem; być bardziej Hiszpanem niż Katalończykiem; być Hiszpanem, ale nie Katalończykiem. Pod tym względem Szkocja okazuje się bardziej szkocka aniżeli Katalonia jest katalońska. To zjawisko jest bardzo mocno związane z imigracją z pozostałej części Hiszpanii. I nie jest to być może bez związku z kwestią języka”.

Co się tyczy Szkocji, język nie jest problemem. „Język został wyeliminowany jako cena, którą ludzie muszą płacić za bycie Szkotami”, wyjaśnia McCrone. „Być Szkotem to jest zagadnienie o charakterze terytorialnym, a nie kwestia językowa czy związana z przynależnością etniczną. W rezultacie ludzie, którzy przyjeżdżają do Szkocji, mogą łatwiej poczuć się Szkotami. Język nie staje się racją bytu, kluczowym elementem narodowej tożsamości albo sposobem wyrażenia swojej odrębności, jak to jest na przykład w Quebecu”. Albo w Walii, gdzie nacjonalizm jest słabszy niż w Szkocji, ale gdzie prawie co czwarty Walijczyk mówi po walijsku.

Z wszystkich tych powodów debata na temat niepodległości jest w Szkocji bardziej pragmatyczna niż w Kraju Basków czy w Katalonii. Jeśli wierzyć słowom McCrone’a, to zwycięstwo SNP nie jest tak naprawdę triumfem nurtu niepodległościowego nad unionistycznym: ukazuje ono przede wszystkim stopień autonomii, jakiego pragną Szkoci.

„W minionych dwudziestu latach niektórzy z nas mniej koncentrowali się na rozróżnieniu pomiędzy niepodległością a autonomią i bardziej zastanawiali się nad kwestią rozwoju samej autonomii. Debata dotyczy w istocie zakresu autonomii i sposobów pozwalających uzyskać więcej”.

Rozłączone Królestwo Wielkiej Brytanii?  

McCrone wyśmiewa się  z uproszczonego podejścia Londynu do całej sprawy. „Wizja metropolii skupia się na dwóch punktach widzenia: albo Szkocja nigdy nie będzie niepodległa, albo też jej niepodległość jest nieuchronna”, wyjaśnia. „Myślę, że jest to dużo bardziej skomplikowane. Żyjemy w świecie, w którym znaczenie niepodległości jest problematyczne. W rzeczywistości debata dotyczy zakresów autonomii. Jeżeli pod pojęciem niepodległości rozumiemy klasyczne niezależne państwo typowe dla XIX wieku, z armią, granicami, itd., to oczywiście jesteśmy w grubym błędzie. To nie jest świat, w którym żyjemy”.

McCrone dodaje: „Żyjemy w świecie, w którym autonomia jest dzielona na różnych poziomach. Zarówno państwo hiszpańskie, jak i Wielka Brytania, są członkami Unii Europejskiej. Zaś UE ma pewną władzę. To nie jest kwestia absolutnej suwerenności, lecz suwerenności podzielonej”.

„W moim własnym przekonaniu to Wielka Brytania wkroczy na drogę modelu konfederacyjnego”, dodaje badacz. „Innymi słowy, przyjdzie czas, gdy zwiększą się zakresy autonomii. Tak samo, jak to się dzieje w Belgii, choć z całkiem innych powodów i w odmiennym kontekście. Zakres przeniesienia kompetencji do Flandrii i Walonii jest spory. Zmierzamy w kierunku świata konfederacyjnego, a nie świata absolutnie niepodległych państw. Świata, w którym Szkocja, Katalonia i oczywiście Kraj Basków posuną się dalej na drodze ku autonomii. Stan rzeczy się zmienia. A postawa, jaką przyjmą rządy centralne, ma tu zupełnie zasadnicze znaczenie. W Wielkiej Brytanii konserwatyści wyciągnęli jakąś naukę z tego, co się stało. Nie są już tak agresywni i ograniczeni, jak wówczas, gdy byli u władzy. Ale dopiero okaże się, czy będzie to trwałe”.

Czy zatem Rozłączone Królestwo Wielkiej Brytanii jest blisko? Jak przypomina Alex Salmond, „mówiono nam, że nigdy nie będzie szkockiego parlamentu, a on istnieje. Mówiono nam, że nigdy nie wygramy wyborów, a wyszliśmy z nich zwycięsko w 2007 r. Mówiono nam, że nigdy nie zdobędziemy bezwzględnej większości i oto ją mamy. Dziś mówią nam, że nigdy nie wygramy referendum w sprawie niepodległości”. Kto wie!

Factual or translation error? Tell us.