Niemcy-Polska: Słubfurt, miasto bez granic

6 sierpnia 2009
Respekt Praga

Most łączący Frankfurt nad Odrą ze Słubicami (Foto: Pedalofilo)
Most łączący Frankfurt nad Odrą ze Słubicami (Foto: Pedalofilo)

Niemiecki Frankfurt i polskie Słubice to dwa miasta leżące po przeciwległych brzegach Odry. Przed 1945 r. tworzyły jeden organizm miejski. Dążąc do ożywienia współpracy transgranicznej niemiecko-polskie stowarzyszenie zainicjowało projekt stworzenia wirtualnego miasta, które połączyłoby rozdzielone rzeką społeczności. Nie wszyscy są jednak zadowoleni z tej inicjatywy.

W czerwcu odbyły się w Słubfurcie wybory samorządowe. Mieli w nich prawo uczestniczyć wszyscy mieszkańcy, w tym niepełnoletni, cudzoziemcy i inne osoby, których nazwiska nie figurują na listach wyborczych. A to dlatego, że Słubfurt jest miastem wirtualnym. Jego nazwa składa się z nazw dwóch miast granicznych: Słubic, po stronie polskiej, i Frankfurtu nad Odrą, po stronie Niemiec. To miejsce jednego z ciekawszych doświadczeń niemiecko-polskich. Nazwy miasta próżno szukać na oficjalnych mapach. Ale to nic nie szkodzi. Od kilku dni działa w nim prawdziwa rada miejska, która urzeczywistnia pragnienie części mieszkańców po obu stronach rzeki, by budować wspólną przyszłość.

Na pomysł wyborów wpadli studenci niemiecko-polskiego Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą pod wodzą artysty Michaela Kurzwelly’ego, który założył przed dziesięciu laty obywatelskie stowarzyszenie Słubfurt. „Miałem już dość kameralnych wystaw w czterech ścianach, na które przychodzili wciąż ci sami ludzie i ta sama garstka krytyków sztuki – tłumaczy – Postanowiłem stworzyć nową rzeczywistość, zakotwiczoną bezpośrednio w przestrzeni miejskiej. Nie należy tego traktować wyłącznie w kategoriach zabawy, ponieważ rada miejska będzie musiała się zająć najistotniejszymi problemami miasta”. Na przykład na ostatniej sesji opowiedziała się za budową niemiecko-polskiej ścieżki rowerowej oraz za wydaniem przewodnika turystycznego po Słubfurcie. Przypomniała również, że zamierza stworzyć dwujęzyczny kanał telewizyjny. Dzięki możliwościom, jakie stwarzają dotacje, istnieją wielkie szanse na to, że projekty rady się urzeczywistnią. Na razie są przygrywką do tego, co ma nadejść.

Przed drugą wojną światową Frankfurt i Słubice były jednym organizmem. By przekonać się, jak wygląda współpraca transgraniczna na oficjalnej płaszczyźnie, wystarczy przejść się mostem, jedyną osią komunikacyjną, i przypomnieć sobie niezrealizowany dotąd projekt budowy wspólnej, biegnącej właśnie przez most linii tramwajowej. Kiedy jakiś Niemiec zaproponował w euforycznym nastroju lat 90. połączenie obu miast, po stronie polskiej podniosło się larum. Najgłośniej protestowali taksówkarze, którzy odwozili codziennie do domu niemieckich klientów polskich sklepów.

Dziś to głównie Niemcy sprzeciwiają się temu projektowi. To oni obawiają się, że turyści, przekraczając granicę tramwajem, a nie na piechotę, przestaną odwiedzać ich sklepy. Powołują się na wyniki referendum, z którego wynika, że 80% Niemców – z jednej trzeciej mieszkańców Frankfurtu, która wzięła udział w głosowaniu – jest przeciwnych wprowadzeniu systemu transportu zbiorowego między dwoma miastami. Ich główny argument? „Wyłożymy na to pieniądze, a korzystać z tego będą Polacy”. Podobnie niechętnie wyrażają się o tym pomyśle czytelnicy piszący do lokalnych, niemieckich i polskich, gazet. Wielu z nich tłumaczy z zapamiętaniem swoją postawę różnicami kulturowymi i okrucieństwami popełnionymi w trakcie drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu.

Tak więc pomysł wspólnej linii tramwajowej wydaje się dziś równie nierealny jak wzajemne zbliżenie na płaszczyźnie językowej. Krzysztof Kolanowski jako kandydat na radnego rady miejskiej Słubfurtu opowiadał się w swoim programie za przyjęciem dwujęzycznych napisów na tablicach miejskich. Jednak po stronie polskiej nie widać śladu niemieckiego, nie licząc szyldów „Wechselstube” [kantor wymiany walut], a we Frankfurcie są tylko dwie restauracje, w których karta dań jest w wersji polskiej i niemieckiej. W innych miejscach nikt nie chce nawet o tym słyszeć.

W Europie jest 36 miast przedzielonych granicą. Kilka z nich leży na tej niemiecko-polskiej, na przykład Guben/Gubin czy Görlitz/Zgorzelec. Ale o ile w tych właśnie miastach od dawna wprowadzono wspólny system kanalizacji i transportu zbiorowego, o tyle przedstawiciele Słubic i Frankfurtu nie są nawet w stanie się spotkać. Projekt pod nazwą Słubfurt ich przerasta. Słubfurt ma swój kod pocztowy, swoją gazetę i swoje dwujęzyczne kartki pocztowe. No a teraz, od połowy lipca, swoją radę miejską. Przedstawiciele lokalnych władz są tym zaniepokojeni. Wcale im się nie podoba ta zabawa w dobre sąsiedztwo. Nie ma co kryć: boją się utraty przywilejów.

„To kompletnie zwariowany artysta. Reklamuje się kosztem miasta. Prawda jest całkiem inna. Nie sposób spotkać się z Polakami. Są zbyt dumni”, uważa Volker Kulle, polityk reprezentujący w radzie miejskiej Frankfurtu lewicę, cieszącej się w regionie wsparciem 30% mieszkańców.

Factual or translation error? Tell us.