Kryzys uchodźczy: Najlepsze i najgorsze cechy Europy

9 września 2015 – VoxEurop

Najbardziej dramatyczna faza greckiego kryzysu pozwalała sądzić, że oto Europa pokazuje światu swoje najgorsze oblicze. Podział, w uproszczeniu, na zwolenników ortodoksji i stronników solidarności, poróżnił kraje Wspólnoty i groził implozją strefy euro oraz zawaleniem się całej europejskiej konstrukcji.

Po przyjęciu trzeciego planu ratunkowego napięcie opadło i Unia zdawała się gotowa ruszyć do przodu, kiedy to wstrząsnął nią kolejny kryzys, którego także można się było spodziewać. Fala uchodźców zmierzający ku południowo-wschodnim granicom Unii wezbrała na wiosnę, w miarę pogarszania się sytuacji w Syrii. Wielu z nich spotkał tragiczny los – prawie dwa i pół tysiąca straciło życie (w większości utonęło) w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku, a ponad 320 tys. – według szacunków Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji – dotarło do Europy, nie tylko wystawiając na próbę zdolności absorpcyjne krajów Unii, ale w szczególności ujawniając sprzeczności w europejskiej polityce azylowej oraz brak odwagi albo współczucia niektórych jej przywódców, sparaliżowanych rozmiarem kryzysu i gotowych wtórować obawom pospólstwa, kładącym nacisk na kwestie bezpieczeństwa, aniżeli czynić to, co słuszne i sprawiedliwe. Kryzys ujawnił przede wszystkim inne pęknięcie na gmachu UE, znacznie głębsze i bardziej zagrażające europejskiemu projektowi.

Podczas gdy kraje południowego wschodu, przede wszystkim Grecja, Włochy i Węgry znajdują się pod presją, gdyż muszą radzić sobie z napływem setek, czasami tysięcy uchodźców dziennie i w czasie, gdy niektóre kraje Europy Zachodniej, w szczególności Niemcy, zdecydowały się w końcu otworzyć przed nimi drzwi, inne, przede wszystkim członkowie Grupy Wyszehradzkiej, odmówiły przyjęcia większej liczby uchodźców oraz uczestniczenia w jakimkolwiek systemie kwot, który nie będzie dobrowolny. Niektórzy przywódcy stwierdzili nawet, że byliby skłonni przyjmować jedynie uchodźców chrześcijańskich, lepiej „integrujących się” niż muzułmanie – który to argument podnosiły także ruchy populistyczne i ksenofobiczne w Europie Zachodniej.

Poza poszukiwaniem a priori rozróżnienia między „dobrymi" i „złymi" uchodźcami, co jest sprzeczne z literą i duchem prawa azylowego, postawa ta ujawnia brak wiedzy (czy też złą wiarę) co do natury i ducha osób szukających schronienia w Europie. Albowiem nie są to w istocie żadni dżihadyści, ale rodziny z klas średnich uciekające przed wojną i totalitaryzmami, bardzo podobne do tych, które uciekały od komunistycznych reżimów Europy środkowo-wschodniej i były z otwartymi ramionami przyjmowane przez Europę Zachodnią. Obawa, że ich stosunkowo jednorodne etnicznie kraje otworzą się na wielokulturowość, taką, jaką przedstawiają nam media, z jej zamieszkami, zamkniętymi w gettach społecznościami, a nawet terroryzmem, uzasadnia w ich oczach niechęć do jakiejkolwiek formy otwarcia.

Taka postawa ukazuje rozłam, co do samej wizji przyszłości Unii i stawia pod znakiem zapytaniem to, czy pozostanie ona głównie wspólnotą interesów gospodarczych, czy też pójdzie dalej w kierunku prawdziwego wspólnego jutra opartego na wartościach, które dzielimy – solidarności, otwartości, tolerancji, świeckości, wolności. Wobec milczenia europejskich elit, które przerwał dopiero Berlin, dając innym przykład, odpowiedzi na to pytanie udzieliło społeczeństwo obywatelskie. Stanęło na wysokości zadania i godnie powitało uchodźców. Tu i tam burmistrzowie, stowarzyszenia, osoby prywatne zmobilizowały się, aby zapewnić uchodźcom wsparcie materialne i moralne, a także przypomnieć, że Europa jest nie tylko zdolna czynić rzeczy najgorsze, ale również najlepsze.

Tłum. Władysław Bibrowski

Factual or translation error? Tell us.