Włochy: Czy Berlusconi może wrócić na fali eurosceptycyzmu?

26 czerwca 2012
Presseurop
La Repubblica, The Guardian

Wydawało się, że Berlusconi zniknął raz na zawsze z polityki, a jednak ostatnio ponownie się wynurzył. Były premier, który po opuszczeniu stanowiska nie wypowiadał się, zajmowały go wytoczone przeciw niemu procesy sądowe, teraz przerwał milczenie. Postanowił wykorzystać falę eurosceptycyzmu. Na fali tej już wcześniej popłynął komik Beppe Grillo, sugerujący możliwość wyjścia ze strefy euro Włoch, a kto wie, czy również nie Niemiec, jeżeli Angela Merkel nie zgodzi się na wzmocnienie roli Europejskiego Banku Centralnego. Ten oportunizm został skrytykowany przez La Reppublica, według której zagraża on stabilności rządu fachowców Mario Montiego popieranego przez trzy główne włoskie partie:

akurat w momencie, w którym najbardziej potrzebujemy spójności narodowej, może się okazać, że nasza „Große Koalition” padnie i będzie dążyła do przyspieszonych wyborów. Mario Monti jest teraz między młotem a kowadłem, w przeddzień szczytu unijnego. W gabinetach różnych premierów państw członkowskich jest traktowany jako pośrednik, od którego wszystko zależy. Kierownictwa włoskich partii politycznych widzą w nim potencjalnego kozła ofiarnego w razie niepowodzenia reform. […] Nierealistyczna i mało wskazana możliwość powrotu il Cavaliere do polityki wstrząsnęła jego partią – Ludem Wolności. Sympatyzująca z Berlusconim Złota Jutrzenka [skrajnie prawicowa grecka partia] obiecuje dwie rzeczy: patetyczną wojnę z Niemcami i bitwę z euro opartą na autarkii. Ta populistyczna zemsta […] jest rozpaczliwą propozycją polityczną. Ten rząd nie ma alternatywy. Monti, mimo swoich wad i popełnianych błędów, jest najbardziej wiarygodną opcją, na którą Włochy mogą sobie pozwolić. Myli się jednak ten, kto myśli, że rząd Montiego tylko z tego powodu powinien trwać wiecznie.

Ekscesy il Cavaliere niepokoją również zagranicę. W Wielkiej Brytanii, na przykład, The Guardian obawia się ostatecznego powrotu Berlusconiego do gry. W artykule zatytułowanym „Znowu? Proszę, nie!” londyńska gazeta pisze:

Najwyraźniej miliarder może przeznaczyć jakąkolwiek kwotę na kampanię. A wychwalając korzyści z powrotu do lira dla włoskiego eksportu, Berlusconi staje się potencjalnym zwycięzcą wyborów. Włochy są bardziej eurosceptycznie, niż nam się często wydaje. Społeczeństwo jest proeuropejskie w tym sensie, że bardziej ufa Komisji Europejskiej niż własnemu rządowi, jeżeli chodzi o dobre zarządzanie Włochami, ale samo euro kojarzy mu się z inflacją. Dzisiaj wspólna waluta jest symbolem stagnacji. Poparcie dla Mario Montiego, technokraty, którego jedynym zadaniem jest redukcja deficytu budżetowego, natrafiło na mieliznę. Jak się okazało przy długo oczekiwanym dekrecie o wzroście, Włochy nie mają już żadnych rezerw w sejfach do napędzania gospodarki. Premier go zatwierdził dopiero po poprawkach Ministerstwa Skarbu Państwa, które wiązały się z rezygnacją z najbardziej radykalnych posunięć. A bez wzrostu Włochy nie będą w stanie spłacić kolosalnego długu. Euro zaczęło brzydko pachnieć, a Berlusconi nie jest jedynym politykiem, który uważa powrót do lira, dewaluację i napędzenie gospodarki za pomocą eksportu za rozwiązania prowadzące do wzrostu. Może jednak sobie wywalczyć taką pozycję, że będzie głównym beneficjentem tych reform.