Holenderskie referendum nt. Ukrainy: Zmiana zasad gry w Europie

5 kwietnia 2016
VoxEurop
NRC Handelsblad, Trouw

Szóstego kwietnia Holendrzy wypowiedzą się w referendum, czy rząd powinien ratyfikować umowę stowarzyszeniową między Unią Europejską a Ukrainą. Zwycięstwo zwolenników "nie" będzie kolejnym ciosem dla UE, ale jednocześnie wpłynie pozytywnie na relacje między zwykłymi obywatelami a oderwaną od nich elitą podejmującą najważniejsze decyzje oraz Unią nękaną deficytem wiarygodności.

O referendum dopominały się trzy eurosceptyczne organizacje, którym przewodziła grupa GeenPeijl wyrosła na gruncie popularnego bloga GeenStijl. Zebrano 400 tysięcy podpisów popierających tę inicjatywę. Ostatnie sondaże pokazują, że połowa wyborców jeszcze nie zdecydowała, jak zagłosuje, a zwolennicy „tak” i „nie” na razie idą łeb w łeb.

Wynik referendum nie jest wprawdzie wiążący, ale zwycięstwo przeciwników ratyfikacji układu stowarzyszeniowego byłoby kolejnym ciosem dla UE, już teraz zmagającej się z falą wrogości ze strony jej obywateli. Taki wynik oznaczałby również osłabienie rządu i tradycyjnych partii politycznych, które popierały kampanię zwolenników „tak”. Przeciwnicy Unii postrzegają z kolei głosowanie jako szansę podsycenie narzekań na Wspólnotę, uważa NRC Handelsblad. Zdaniem holenderskiego dziennika

nie powinno to nikogo dziwić: niewiele osób interesuje się Ukrainą, większość ma jednak własne zdanie nt. UE. Bez względu na wynik, jasne jest, że referendum utrudni Unii uruchamianie nowych projektów bez skonsultowania ich wpierw z europejską opinią publiczną. Bez względu na stosunek Brukseli do referendum, stawia ono istotne pytanie: chcemy potężnej i ambitnej UE czy nie? Obóz „tak” ma dwa główne argumenty. Po pierwsze, umowa stowarzyszeniowa jest zwykłym traktatem handlowym, który nie pozwala Ukrainie wejść do Unii tylnymi drzwiami. [...] Po drugie, odrzucenie umowy sprawi, że do gry ponownie wejdzie Rosja.

Mimo obaw, że zwycięstwo „nie” będzie „prezentem dla Władimira Putina”, który „zaanektował Krym, wspierał rebelię we wschodniej Ukrainie i jest prawdopodobnie współodpowiedzialny za zniszczenie samolotu MH17”, jak pisze Rob de Wijk w Trouw, NRC utrzymuje, że „zwycięstwo obozu przeciwników ratyfikacji umowy nie wywoła trzeciej wojny światowej”. Niemniej jednak, dodaje NRC, „dolałoby oliwy do ognia”:

minęły czasy, gdy UE mogła podejmować ważne inicjatywy bez konsultacji z opinią publiczną i bezpośredniego zaangażowania w nie obywateli. W latach 90. niemiecki kanclerz Helmut Kohl narzucił Niemcom euro, zachowując się jak mały dyktator, podobnie rozszerzenie Wspólnoty na wschód odbyło się bez poważniejszej publicznej debaty. Jeszcze w 2005r. europejskie elity mogły zignorować odrzucenie przez Francuzów i Holendrów unijnej konstytucji.

Według gazety

rosnąca liczba Europejczyków ma krytyczny stosunek do UE i stara się, by przekaz ten dotarł do brukselskiej elity. W ostatnich wyborach europejskich prawie co trzeci wyborca oddał głos na partie eurosceptyczne (PVV, FN, FPÖ czy Syrizę), ale to nie wystarczyło; „coraz bardziej pogłębiona unia” wciąż jest na porządku dziennym. Obywatele europejscy znaleźli więc inny sposób: w Wielkiej Brytanii uciekli się do referendum w sprawie pozostania lub wyjścia z Unii, a w Holandii poprzez głosowanie nad traktatem z Ukrainą. Z pewnością zachęci to do bezpośredniego uczestnictwa w inicjatywach obywatelskich: referenda dotyczące porozumienia o wolnym handlu z USA (TTIP) oraz członkostwa Turcji w Unii wydają się zatem nieuniknione.

Holenderskie referendum w sprawie Ukrainy, będące wynikiem rosnącego krytycyzmu wobec Unii „zarówno z lewa, jak i z prawa”, będzie zatem szansą dla unijnych przywódców, by „zaakceptować fakt, iż od 2008 r. zasady gry politycznej w Europie zasadniczo się zmieniły” oraz porzucić „pogróżki o nieuchronnej apokalipsie”, bo „stara bajeczka o politykach i menadżerach wiedzących wszystko lepiej od obywateli, nie trzyma się już kupy”.

Cała UE „straciła wiarygodność”, bo „zbyt wiele osób straciło” na wcześniejszych projektach. Dlatego, argumentuje NRC, „kontynent potrzebuje możliwości Brexitu czy też odrzucenia traktatu z Ukrainą”, które świadczą o tym, że „antyestablishmentowe nastroje nasilają się i oznaczają początek nowej fazy w rozwoju post-narodowej demokracji, jaką jest UE”.