Wybory prezydenckie w Austrii: Skrajna prawica odnosi 'miażdżące' zwycięstwo w pierwszej rundzie

2 maja 2016
VoxEurop
Der Standard

„Miażdżące zwycięstwo” – tak redaktor naczelna liberalnego austriackiego dziennika Der Standard Alexandra Föderl-Schmid opisała sukces kandydata skrajnej prawicy Norderta Hofera z Partii Wolności (FPÖ) w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich w Austrii. „Nikt nie przewidywał tak znaczącego zwycięstwa”, pisze austriacka dziennikarka podkreślając, że „jest to prawdziwa katastrofa dla rządzącej koalicji”

Dwie główne partie – socjaldemokraci (SPÖ) i chrześcijańscy konserwatyści (ÖVP) – które rządzą Austrią samodzielnie lub w koalicjach od zakończenia II wojny nie będą miały swojego kandydata w drugiej rundzie po raz pierwszy od 1945r.

Mogą „walczyć albo się od razu poddać” Partii Wolności, pisze Föderl-Schmid. „Prezydent z Partii Wolności będzie szokiem, a symboliczne znaczenie tego wyboru będzie mieć swoje reperkusje nie tylko w Austrii”, uważa dziennikarka.

Rywalem Norberta Hofera w drugiej rundzie (22 maja) będzie Alexander Van der Bellen – kandydat niezależny wspierany przez Partię Zielonych. Choć prezydent w Austrii pełni głównie funkcje reprezentacyjne i ma ograniczone wpływy, Hofer już sygnalizuje, że zamierza przetestować granice swoich uprawnień i odgrywać bardziej aktywną rolę polityczną.

„Zero tabu”

Föderl-Schmid pisze, że FPÖ raz jeszcze „skorzystała z rosnącego niezadowolenia” z rządu, a debata o kryzysie imigracyjnym posłużyła jedynie za „katalizator” tych nastrojów. Hofer, dodaje dziennikarka De Standard ma szansę wygrać w drugiej rundzie dzięki sile swojej osobowości oraz przekonaniu, że „prawicowy populista na stanowisku prezydenta nie jest już tematem tabu dla ponad jednej trzeciej głosujących”.

Z kolei kandydat Zielonych Van der Bellen potwierdza starą prawdę o tym ugrupowaniu: „Radzi sobie lepiej w sondażach niż przy urnach, nawet jeśli zanotowała właśnie najlepszy wynik w historii”, podkreśla Föderl-Schmid. W drugiej rundzie socjaldemokraci poprą kandydata Zielonych. Obie wiodące partie ÖVP i SPÖ mogą potraktować wybory prezydenckie „jako szansę na zrobienie czegoś razem”, argumentuje redaktorka naczelna. „W przeciwnym razie, oba te ugrupowania podzielą los swoich prezydenckich kandydatów” w wyborach powszechnych –

Mają czas do 2018 r., by przekonać do siebie społeczeństwo. W ostatnich wyborach dwie główne partie otrzymały zaledwie 51 proc. głosów. Dziś, sądząc po wynikach wyborów prezydenckich, powtórzenie tego wyniku wydaje się niemożliwe. Jedyne co pozostało tym ugrupowaniom to walczyć albo się poddać, czyli oddać prezydenturę, a wkrótce także rząd Partii Wolności.