Rumunia: Czujność Brukseli nie wszystkim się podoba

Były prezydent Băsescu, przewodniczący Komisji Europejskiej J.M. Barroso i premier V. Ponta.
Były prezydent Băsescu, przewodniczący Komisji Europejskiej J.M. Barroso i premier V. Ponta.
16 lipca 2012 – Presseurop Jurnalul Naţional, Adevarul

Czy cień Brukseli wpływa pozytywnie, czy negatywnie na demokrację danego kraju? W Rumunii toczy się właśnie debata na temat odsunięcia Băsescu od władzy i jest to okazja dla rumuńskiej prasy na wyrażenie dość ambiwalentnego stosunku do Unii Europejskiej.

Przewodniczący Komisji Europejskiej, José Manuel Barroso, zapowiedział 12 lipca, po tym jak się spotkał z premierem Victorem Pontą, że Komisja będzie bacznie się przyglądać przebiegowi referendum 29 lipca dotyczącego odsunięcia od władzy prezydenta Băsescu. UE domaga się również przywrócenia prerogatyw Trybunałowi Konstytucyjnemu. 18 lipca ma jeszcze do tego opublikować nowy raport w sprawie mechanizmu współpracy i weryfikacji dla Rumunii i Bułgarii. Sytuacja jest taka, że dołączenie Rumunii do strefy Schengen winno się jeszcze opóźnić. W Brukseli „Victor Ponta potraktował to ultimatum jako policzek”, taką opinię wygłasza dziennik Adevărul, którego zdaniem „Europa nie wierzy w zamachy stanu!”.

Jurnalul Naţional, gazeta popierająca premiera, opublikowała listę pytań na temat roli UE. „Gdzie była Europa, kiedy… Traian Băsescu uzurpował sobie prawo do zastępowania rządu i obniżał wynagrodzenia urzędników; kiedy opóźniał nominację ambasadora Holandii w Bukareszcie; kiedy zapowiadał cięcia budżetowe bez konsultacji z rządem itd.”.

Dziennik ponadto daje portret José Manuela Barroso jako „młodego komunisty, któremu udało się zawładnąć Europą”, i zamieszcza nawet na swojej stronie materiał wideo zatytułowany „Manuel Barroso the Communist” [Manuel Barroso komunista]:

Logo – Jurnalul Naţional, Bukareszt

Obecny przewodniczący Komisji Europejskiej zyskał sławę na fali antykapitalistycznych nastrojów i konfiskując meble uniwersytetu prawniczego [w Lizbonie]. W młodości był maoistą, ale z czasem diametralnie zmienił poglądy, popierając wojnę w Iraku i cięcia budżetowe.

„Witamy cię, Europo!”, cieszy się z kolei Adevărul. Gazeta uważa, że Rumuni potrzebują „solidarności europejskiej”.

Logo – Adevarul, Bukareszt

Dobra nowina dotarła do Rumunii. Szkoda tylko, że europejscy politycy nie zareagowali wcześniej. Na przykład wtedy, gdy ekspresowe dekrety stawały się regułą w rządzeniu albo kiedy Traian Băsescu tłumaczył sędziom, jak pracować, żeby nie przeszkadzać rządowi. Albo kiedy ten sam prezydent przychodził z wizytą do Trybunału Konstytucyjnego tuż przed tym, jak ten podejmował ważne decyzje. Gdyby Europa wtedy zareagowała, być może nie doszłoby do obecnego kryzysu. […] Politycy europejscy pragną się upewnić, że władza nie nadużyje swojej pozycji dominującej w euforii, która mogłaby nastąpić po wygranym referendum. Nowy tymczasowy prezydent Crin Antonescu nie ma się czym przejmować: taka ingerencja nie jest szkodliwa dla naszego kraju! […] Wręcz przeciwnie, ponieważ rumuńska walka polityczna jest już męcząca. Ukaranie Rumunii nic by nie dało, ale za to pomoc w utworzeniu nowego krajobrazu politycznego byłaby ciekawym wyzwaniem dla soft power UE.